“Ty, ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wnosisz brwi.
I niezaraźliwy wcale jest twój śmiech – bo ty grasz!
Ja, cały zbudowany jestem z ran.
Duszę na ramieniu ciągle mam.
Lecz gdy śmieję się to ze mną też – cały świat.”
“Powiedz mi czym się różni śpiewanie jakiegoś kawałka od ćwiczeń emisji głosu? Brawo – interpretacją. Ty musisz śpiewając chcieć coś komuś powiedzieć, przekazać. Nie da się śpiewać bezemocjonalnie. Bez zaangażowania.”
“Człowiek, który jest zbyt zdystansowany do samego siebie, traci kontakt ze sobą. A świat traci kontakt z nim. I on ze światem. I zostaje wtedy tylko chłodna obserwacja własnego życia z odległej perspektywy.”
Nawet jeśli liżesz własne życie przez świeżo umyte okna to nadal tylko je liżesz.
Naucz się żyć pełną piersią. Nie bój się, to będzie bolało. To będzie śmieszne, dziwaczne, godne pożałowania i litościwego uśmieszku ponad rozemocjonowaną duszą. Ale to wreszcie będzie prawdziwe życie.

róż powiedział
12.04.2010 @ 13:42
To z pozoru prosty wybór. Albo narazisz się na kopa w jaja, ciosy w plecy, gafy, zdrady, pomyłki i wstyd (ale nie będziesz udawać kogoś, kim nie jesteś/chować się pod zbroją, gdzie nikt Cię nie skrzywdzi), albo będziesz żyła w bezpiecznym, poprawnym świecie, gdzie nie będzie pomyłek, gaf ani ryzyka doznania krzywd (ale będzie to życie jałowe, pozbawione wspomnień, o których można wnukom potem opowiadać – będzie “miarowo, jednako, niezmiennie”).
Zdrowo jest dać ujście swoim emocjom – tylko trzeba je zaakceptować, one są, są częścią Ciebie, nie możesz się ich wstydzić, ani się ich bać, bo jak inaczej rzeczywiście poznasz samą siebie? Jak sobie zaufać?
Tak, to z pozoru prosty wybór – bo każdy z nas chce żyć pełną piersią. Ale to trudny, bolesny proces, obrzęd przejścia. Czasami trwa strasznie długo.